|
warsztat
athreads
|
Boży palec Modesta* . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * .
Każdy zaraz myśli, że rzeczy wielkie i genialne rodzą się na przepysznej sofie, albo kiedy człek wymyty i ubrany jak do ślubu chwyta za markowego "Pelikana", by na kredowym papierze przekazać od siebie innym coś wiekopomnego. Tymczasem Modest Musorgski odgarniając bujne zarośla brody dłubał w takiej chwili palcem w nosie, a nogi miał od wielu dni niemyte i czuć było z daleka, że skończył mu się podrabiany przez Lachów dezodorant "Adidasa". Z gęby jechało mu czekającym w żołądku na swoją kolej niestrawionym bimbrem i całe szczęście, że po drodze policja carska nie odebrała Modestowi prawa jazdy, ani nie zarekwirowała konia bo nigdy nie dojechałby na wystawę zmarłego niedawno przyjaciela Witka Hartmanna i nie przyszłoby mu do głowy skomponować "Obrazków z wystawy" - cyklu muzycznych miniaturek, którym nadawał takie same tytuły, jakie posiadały ich malarskie odbicia. I tak, obrzydliwy pokraczny Gnom, jak ten szeleszczący farbami w ramach pod niezdrowym oddechem Modesta kołysze przez chwilę uszami słuchacza, czka i wreszcie ruszywszy ku jego wyobraźni rozpycha łokciami bębenki, by naraz potknąwszy się o kowadełka, zakląć: - O żesz!... a Kto to takie tu stworzył? W 1874 roku burzył swoim zachowaniem ówczesne konwenanse estetyczne, w końcu Modest skomponował go w stanie wskazującym na spożycie i słuchając tego fragmentu - wypisz wymaluj widać samego Musorgskiego w momencie twórczym. Czyli łażącego od obrazka do obrazka zmarłego Wiktora i dłubiącego niedomytym paluchem w przepastnym kinolu. Gnom jest więc co najwyżej jego muzycznym odbiciem zewnętrznym. Obrzydliwym, bo nikt, włącznie z samym Breżniewem wysysającym dusze całych narodów przez słomki przywódców, nie pocałowałby za życia Musorgskiego. Ale oto tytułowy gnom napotyka na swej chaotycznej drodze Stary Zamek. Waha się chwilę, wreszcie naciska zardzewiałą klamkę bramy drżącą łapą i naraz, w ostrej woni przeterminowanego skrzypu polnego i piołunów towarzyszących wszędzie zewnętrznym krokom kompozytora, otwierają się pory jego grubej, spracowanej i spoconej z egzystencjalnego strachu skóry. Jakież zdumienie towarzyszy słuchającym tego przedziwnego fragmentu, tak raptem doskonałego, ustokrotnionego kontrastem powierzchniowego wyglądu! Z wnętrza niechlujnego i odpychającego na co dzień człeka dochodzi do uszu słuchaczy cudownie smutna pieśń trubadura - tęskny song dla ukochanej mieszkającej w niezbadanych głębiach Zamku. Naraz roztacza się przed nimi panorama olbrzymiej, fantastycznie kolorowej krainy z Rynkiem w Limoges, Katakumbami, bydłem i kurczakami tańczącymi w skorupkach, wciąż tkwiący w pamięci las z dzieciństwa ze złą wiedźmą w chatce na kurzej stopce. Do dziś wspomina się w Petersburgu koncert, podczas którego w tym właśnie momencie jeden ze słuchaczy na balkonie rozdziawił tak szeroko gębę, że dolna szczęka zasłaniała scenę tym z pierwszych rzędów na parterze. Toteż nieco dalej a równie zafascynowany pięknym wnętrzem brzydkiego Modesta Maurycy Ravel tworzy wkrótce orkiestrową wersję "Obrazków z wystawy", te z kolei sto lat później Emerson, Lake and Palmer przekładają na język narodzonego właśnie rocka i szarpią na koncertach struny gitar, walą w bębny jak opętani, by za chwile czule załkać gdzieś na granicy estrady i tego, co odeszło razem z Musorgskim, gdy zmożony nędzą i wyglądem zewnętrznym zatrzymał swój biologiczny zegar na godzinie czterdziestu dwóch lat. Każdy meloman, który słucha od jakiegoś czasu podszeptów tego świata, wie już z pewnością, jacy są Japończycy: haiku, harakiri, kamikaze, sudoku, sake, sushi... Japończycy lubią wszelkie nowinki, więc wkrótce jeden z nich - Isao Tomita przekłada "Obrazki z wystawy" na lampy, tranzystory i syntetyzatory, a w studiu nagraniowym lampom, tranzystorom i syntezatorom jedno po drugim pękają elektroniczne serduszka, kiedy w Starym Zamku rozlega się smętna pieśń trubadura. A jeśli w podobnej chwili pęknie kiedyś nasze - ujrzymy starego capa Modesta, jak odgarniając gęstwę brody i wąsów zbliża się powoli, by w zamyśleniu podłubać nad nami brudnym palcem w nosie. * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . * . http://bit.ly/xMZjEg
Żeby pomieścić w sobie całe piękno i cały koszmar świata - jaka straszna musiałaby być twarz boga? :-) Małgorzata Köhler id:1398 [2012-01-23 18:25:46]
i ten lokmen jest mój tatuśek! hulaaaaaaaaa!!!!!!! naleście go poźnałam!!!!!!!!! twoja wnuczka id:1797 [2012-01-24 04:50:40]
Dziękuję Małgorzato za wspaniały komentarz i jak dla mnie... lepszy od samej inspiracji! marco id:1778 [2012-01-24 12:14:48]
"ten lokmen jest mój tatuśek! hulaaaaaaaaa!!!!!!! naleście go poźnałam!!!!!!!!!" marco id:1778 [2012-01-24 12:27:28] ty byś małe dziećko śkopał? twoja wnuczka id:1797 [2012-01-24 16:31:16]
Marco, na mój gust zbyt odpychający jest Twój tekst. Jedno, to że artysta wyglądał i waniał (czy było aż tak źle? - był arystokratą :-) odpychająco, a drugie, że Twój własny tekst takim się w dużej mierze stał. Nie uważam, że opis morderstwa oznacza, że czytelnika należy zabić, i nie uważam, że opis obrzydliwości ma czytelnika doprowadzić do wymiotów. Włodzimierz Holsztyński id:464 [2012-01-25 21:47:38] Pięknie klasyczną muzykę rosyjską, w tym Musorgskiego, nagrał zespół jazzowy "Red Square ...". Miałem ich kompakta. Ten pierwszy obraz był niezwykłym-niezwykłym przeżyciem. Włodzimierz Holsztyński id:464 [2012-01-25 21:54:07] Sprawdzam w youtube. Chciałbym znowu wysłuchać tewmatego "Red Square ..." wykonania. Ale wiem, że piękno tego utworu mogło być podkreślone przez wykonanie, ale istniało niezależnie, samoistnie. Jednak to chyba był pierwszy obrazek w kompakcie, ale chyba nie pierwszy w całej serii. Włodzimierz Holsztyński id:464 [2012-01-25 22:02:53] To był nawet (chyba) pierwszy utwór w całym kompakcie, i najlepszy, choć inne też były świetne, innych kompozytorów rosyjskich. Włodzimierz Holsztyński id:464 [2012-01-25 22:06:26]
Właśnie słucham na youtube w wykonaniu Richtera. To chyba jednak był pierwszy obraz: Włodzimierz Holsztyński id:464 [2012-01-25 22:19:51]
Jest "red square blue jazz" Włodzimierz Holsztyński id:464 [2012-01-25 22:28:28]
Dziękuję za linki. Bardziej podoba mi się jednak klasyczny Richter. Co do wirtuozów skrzypiec, bywają i tacy co kilkaset lat. marco id:1778 [2012-01-25 23:02:17]
Włodek: marco id:1778 [2012-01-25 23:39:19] |