śpiewam o nagłej a niespodziewanej śmierci
kataklizmach kociej padlinie chorym wróblu
o kurwiszonach że nie dają zobaczyć majtek
bo nie
tylko nie znajduję powodów do narzekań
( nie wiem nawet czym jest bohaterstwo
nie podam bolesnych metafor dla "doświadczenia")
z domku na drzewie uciekłem jako ostatni
chętnie przekładam się przez fotel
wypinając pupę po raz
i raz jeszcze na przyszłość
ale już z miną Jasia lub Małgosi
w chwili śmierdzącego spalenizną triumfu
wpatrzony w kryształy i plastikowy bluszcz
niedołężny agent 007
na przymusowym zasiłku dla bezrobotnych
odbębniam uziemienie
tak zwaną impotencję
zapijam przeterminowaną lemoniadą









