kredą njusy warsztat forum uczestnicy szukaj zaloguj litera me nomine

Żebyż przełomu znaczący ślad

Stary Józef, aeroklubowy mechanik, ten, co bił styliskiem kunę w brzoskwiniach, ten, co puszczał tekturowe statki na marcowe potoki, nie wierzył, że wszechświat może być skończony. Niebo było tak wielkie, że widziałbyś gwiazdę nawigacyjną, choć zobaczyć ją można prędzej w Kapsztadzie, Montevideo. A Józef kiwał się w kuckach i najeżał, i głosem pełnym emocji wyrzucał: no bo jak to, że wszechświat jest skończony?! To dotąd mogę rękę wysunąć, o, i dotąd, i jeszcze dotąd, a potem nagle ściana, ani milimetra?!
Trzy lata minęły, wszechświat mamy ten sam, choć zupełnie inny, kiedy sroka złodziejka pyta mnie: luby, co jest miarą piękna? Czy ono jest wtedy, kiedy patrzysz jak skaczę z okruchem w dziobie, odbijając się z obu nóżek, pod jawor, czy kiedy znikam z pola widzenia, a jeszcze pamiętasz mój skok? Czy piękna możesz dotknąć, czy tylko je obserwować? Czy piękno dotknąć można, pytam, czy musisz dłoń przełożyć przez krawędź świata? Przez krawędź siebie?
ilustracja: [Aleksandr Makarenko] Po biegu w dziewiątym zenicie
[2010-06-17 07:08:51]   przemek łośko

do góry