Ndiabaane, ndiabaane!
Jak daleko należy się otworzyć, pytała kundelka czerwcowa słońce, jak dalece, poprawiła się, ale niepewnie, no więc jak dalece należy się otworzyć, żeby odejść od wszystkiego co wzorowe? Jak porzucić ideał, czy precyzyjniej, ideału głupie i niepotrzebne małpowanie, wprowadzanie w życie procedur, które jakoby do ideału mogą doprowadzić? Kundelek radośnie podbiegł do latarni i weselej jeszcze pukał włochatym dydkiem czarną błyskawicę na skrzynce rozdzielczej. Ale słonko nie dawała mu spokoju: tygrysie! tygrysie! Czy masz swój doskonały plan na szczęście? Czy jest coś, co robisz więcej niż poprawnie? Azor chyba się skaleczył albo piękniej zapachniały mu rezeda i bratek na rabacie, bo skrył się w ocienionej trawie, prychnął na kogucika lub kurkę, co sprawdzą innego dnia Gosia z Miłoszem, więc z tej cieniście ocienionej, rześkiej trawy odprychnął: a ty, słonko, taka wiecznie wyróżniająca. Nie ideał, a na układ słoneczny za dobra. Z dalekiego Senegalu szły kumulonimbusy, burzowy poryw wzniecił kurz z kilku dróg mlecznych, a zaraz potem spadły pierwsze krople ciężkiego dżdżu.
ilustracja: [Andrew V. Paschis] Des infirmires et infirmiers
[2010-06-16 22:45:20] przemek łośko