Płyną rzeki w ciszę, płyną w burzę
Zamyśliłem się. Zapomniałem imienia i nazwiska, szczęściem otwarte były kawiarnia, poczta i policja. Witaj, Tomaszu, przywitał mnie jeden i zalał zmielone ziarna wrzątkiem, podał krułasanta. Więc mam na imię Tomasz, zdziwiłem się bez pośpiechu, w końcu wcale nie paliłem się do tej wiedzy. Po co mi nazwisko, po co korzenie takiemu gałganowi, co wciąż wyciera nowe bary? Maj tu cudowny, pomyślałem już na zewnątrz, świeże błoto przyklejało się do czubków lakierek i właziło pod obcas. Tu - czyli gdzie? Nie znałem nazwiska, miejsca, ani języka, którym rozmawiałem ze sobą i ludźmi. Czyż nie lepiej mieć co najwyżej imię, możliwe, że inne niż nadał mi ojciec? Uśmiech i niezależność - gdybyż nie te banknoty, które odnalazłem w kieszeni!
Republika Aporii napisał na nich wydawca pismem laurowym okalając monumentalną kolumnadę. Profil z rewersu próbował ukryć się w jej podcieniach, ale imiona czytelniejsze i trwalsze są od twarzy, więc bez trudu je odszukałem: Publiusz Horacjusz Nowhere. A potem banknot przelał się najczystszą wodą przez palce.
ilustracja: [Luciano Caturegli] dal colle
[2010-05-31 20:05:06] przemek łośko